W tym wieku wszystko jest "moje". Moja zabawka, mój chlebek, moje krzesło, ale przede wszystkim "to moja wina!".
Na pytanie "jaki, jaka jakie" Michaś ma zwykle jedną odpowiedź "zielone!". Jaką chcesz koszulkę? Zieloną! Jaką chcesz miseczkę? Zieloną! A jaki chcesz prezent pod choinkę? Zielony!
W przedszkolu mówią po angielsku, więc podpytujemy czasem Michasia o litery, kolory (nasz ulubiony "wred") i inne nowe wyrazy:
- Michaś, jak jest pies po angielsku?- Dog.
- A jak jest kot po angielsku?
- Miau...
W domu mamy też różne książeczki - po polsku i po angielsku. Michaś
wybiera język, a my jak jest to konieczne na bieżąco tłumaczymy. Ale
czasem przekracza to zdecydowanie nasze zdolności, na przykład kiedy
słyszymy "nie, po angielsku czytać!" po słowach "Stoi na stacji..."
Michaś nie mógł sobie poradzić z nauką używania nożyczek. W końcu
postanowiliśmy kupić mu nożyczki dla leworęcznych, bo najczęściej używa
lewej ręki do rysowania i jedzenia. I teraz tnie bardzo sprawnie, choć nożyczki trzyma zawsze w prawej ręce...
Ukochane duplo.
A Janka patrzy i zazdrości.
Michaś bawi się z Janką w sklep.
Na koniec: nasz lew salonowy na indyjskim weselu. Nawet na sekundę oczu nie otworzył...

A Nela jest dwie lewe ręce jeśli chodzi o nożyczki :)
ReplyDeleteW też jest noga w pracach ręcznych. Ale za to dziś mówi, że jak Bartuś do niemowlę, to on jest mowlę. Ciągle wymyśla jakieś zaprzeczenia, które nie istnieją :).
ReplyDelete