Tuesday, October 25, 2011

Neemrana po raz drugi [Indie, Rajasthan]

Pamiętacie naszą wycieczkę do Neemrany? Tym razem postanowiliśmy zatrzymać się w tym forcie/hotelu na noc, by nasi goście mogli w pełni docenić jego uroki. I chyba im się podobało. Nam też.
A na deser Michatek myjący zęby na świeżym powietrzu.



Monday, October 24, 2011

Świątynia słońca - Konark [Indie, Odisha]


Ruszamy na zwiedzanie XIII w. Świątyni Słońca w Konark, świątyni wpisanej na światową listę dziedzictwa narodowego.


Do toalety dla turystów tędy


Pamiątkowe zdjęcie: Janka z dziadkami


 Pierwsze promienie słońca. Tak tak znowu wstawaliśmy o jakiejś nieprzyzwoicie wczesnej porze, ale w końcu to świątynia słońca, trzeba oddać cześć tak dostojnemu bóstwu.


Jak widać nie tylko w Kajuraho zobaczyć można tak wyrafinowane erotyczne rzeźby.


Cały kompleks został tak zaprojektowany, by przypominać boski zaprzęg poruszający się na 12 parach kamiennych kół.


Zachodni turysta - nieważne czy mały, czy duży - to pierwszorzędny obiekt zdjęciowy

Plaża - jeszcze o czystości [Indie, Odisha]

A jeszcze jedno zdjęcie jako przyczynek do dyskusji nt. czystości indyjskich plaż:

Sunday, October 23, 2011

Plaża - 500 metrów dalej [Indie, Odisha]


W czasie jednego z pobytów na plaży wybraliśmy się na krótki spacer.


Okazało się, że 500 metrów od naszego obozowiska mieści się mini-wioska rybacka.


Ze wszystkim tego konsekwencjami: z malowniczymi łodziami, rozwalającymi się domami, wielką stertą śmieci, no i przede wszystkim wielką publiczną toaletą, którą my turyści nazywaliśmy plażą. Tylko w czasie naszego krótkiego spaceru, bez żadnego skrępowania, kilku miejscowych (w tym widoczny na zdjęciu chłopiec) wyszło nad brzeg morza za potrzebą. Trzeba przyznać, że przechadzka w tej części plaży przypominała wyprawę przez pole minowe. Niebezpiecznie jest nie tylko na piasku, gdzie potencjalne miny cierpliwie oczekują na przypływ, ale i w morzu, gdzie pływa mnóstwo odłamków, które nie zdążyły się jeszcze rozpaść na czynniki pierwsze. 
I mimo, że takie zaminowywanie plaży widzieliśmy już w innych częściach świata, to nadal robi to porażające wrażenie. OHYDA!

Saturday, October 22, 2011

Na plaży w Orissie [Indie, Odisha]

Jednym z punktów programu w czasie wizyty naszych gości był wypad na plażę do Orissy. Michatek podchodził początkowo do zabawy w morzu z pewną taką nieśmiałością, ale jak już się przekonał jaka to przyjemność to wychodzić nie chciał. Bawił się też z zawzięciem w piasku, budując zamki, usypując kopce i kopiąc jamy w towarzystwie rodziców. A Janka, jak to Janka przesypiała plażowanie w wózku.  









Tuesday, October 18, 2011

Zwiedzamy już zwiedzone cz. 2 [Indie, Uttar Pradesh]


Wizyta w Indiach nie może w żadnym razie zostać uznana za udaną bez pamiątkowego zdjęcia przed Taj Mahalem.

 
Ale w żadnym razie nie można też powiedzieć, że wyjazd do Agry był powtórką z rozrywki.


Odwiedziliśmy też bowiem nowe miejsca, które zaowocowały nowym spojrzeniem
na znane już dobrze obiekty. Czy to dzięki temu, że oglądaliśmy je z innej strony,

 

Czy też, że oglądaliśmy je ze znanej nam strony, ale w nowych warunkach atmosferycznych 
(o ile za takie można uznać wiszący nad Agrą smog!)

Thursday, October 13, 2011

Zwiedzamy już zwiedzone [Indie, Rajasthan]

Wizyty gości zmotywowały nas odwiedzenia miejsc już nam znanych. W większości zwiedzając Agrę, czy Jaipur podążaliśmy już utartymi szlakami. Mieliśmy też chwilę, by zahaczyć o rzeczy dla nas nowe, tak jak np fort tygrysi w Jaipurze. 
Choć położony na wzgórzu tuż nad miastem zamek/pałac jest zdecydowanie rzadziej odwiedzany i zdecydowanie trudniej dostępny niż dwaj jego bardziej znani sąsiedzi Amber i Jaigarh, to nie można mu odmówić uroku, a jego architektowi kreatywności. Dziewięć identycznych apartamentów okalających sporych rozmiarów wewnętrzny dziedziniec zbudowanych zostało dla dziewięciu żon maharadży. Dla wygody mieszkańców wszystkie z nich połączone zostały dwoma korytarzami: jednym wewnętrznym dla żon, drugim dla maharadży, tak by niepostrzeżenie mógł odwiedzać każdą ze swoich ukochanych.








Friday, October 7, 2011

Goście, goście [Indie, Rajasthan]

Po kilku miesiącach niesprzyjających warunków atmosferycznych pogoda poprawiła się na tyle, że mogliśmy zaprosić wytęsknionych gości z Polski. Janka i my już nie mogliśmy się doczekać. Jako pierwsze przyleciały babcia Ludka z Sopotu i ciocia Uschi z Austrii. Program pobytu zaplanowaliśmy mieszany - trochę czasu dla wnuków, trochę dla Indii. Nie wiadomo co stanowiło większe wyzwanie... Mama i Uschi wybrały się z nami do Jaipuru i parku narodowego Rathambore, a same do Agry i Varanasi. Zaraziły się kuchnią indyjską, więc przypuszczam, że niedługo regularnie w Sopocie będzie można zjeść pyszny paneer czy dal.

Na safari pojechaliśmy w komplecie. Niestyty tygrysa nie udało nam się wypatrzeć.

Zwiedzaliśmy ile się dało mimo utrzymujących się upałów. Mama szybko dostosowała garderobę do miejscowej mody i bardzo jej było w tym do twarzy.

Z radością i wprawą zajmowały się Janką - nie brak im wszak doświadczenia.

Zaraz po pierwszej babci przyjechali kolejni dziadkowie - Miśki oczywiście. Trasa była podobnie mieszana - sporo zwiedzania, ale też trochę odpoczynku w Delhi. Janka mogła poczuć się dopieszczona.
Amber Fort.

Obowiązkowo na słoniu.

Thursday, October 6, 2011

Siostra [Indie]

Michatek zaakceptował siostrę, co nie znaczy, że nie jest zazdrosny i nie chce być traktowany dokładnie jak ona.

Smoczek pożyczony od siostry, wózek na szczęście bardzo stabilny.

Tylko troszkę za mały.

"Masia też!"

I tak wszystko. Michaś chce być noszony, wożony i przytulany. Szczęśliwie Janka w zasadzie tego nie wymaga, bo jak na razie jest z tych grzecznych dzieci, co głównie śpią... i się uśmiechają.

Motor - pojazd rodzinny cz.2 [Indie, Rajasthan]