Shilong stolica Megalayi - jednego z najmniejszych stanów Indii - na pierwszych rzut oka nie robi jakiegoś piorunującego wrażenia. Brudne ulice, chaotyczny ruch, tekturowo-betonowe domy, do tego siąpiący deszcz. Indyjski standard.
Bardzo kolorowy lokalny targ.



Mieszkańcy Shillong to nałogowi hazardziści. Sześć razy w tygodniu w mieście odbywa się loteria, taki rodzaj polskiego totolotka, którą śledzi połowa miasta. Trzeba przyznać, że jej forma jest bardzo oryginalna. Losowanie odbywa się na jednym z miejskich stadionów. Tam członkowie głównych klubów łuczniczych z okolic Shilong 6 dni w tygodniu, dwa razy dziennie przez trzy minuty strzelają do przypominającego tarczę pnia. Szczęśliwy numer to dwie ostatnie cyfry łącznej liczby strzał, które w danej serii osiągną cel (zwykle jest ich kilkaset). I tak jeśli tego dnia w tarczy znalazły się 543 strzały, to w loterii wygrywają wszyscy ci, którzy obstawili numer 43.A całość prezentuje się tak.






Już dawno wpisałam indyjskie Siedem Sióstr na listę "must see", ale po Twoich ostatnich dwóch wpisach lądują w pierwszej piątce!
ReplyDelete