Sunday, May 29, 2011

Michatek - 2 latka [Indie]


Przerwa w relacji z Nepalu z okazji 2 urodzin synka. Co prawda nie wyprawiamy przyjęcia, ale Michatek dostał prezenty i uroczyście zainaugurował jedzenie lodów (wcześniej zaliczały się do kategorii "tylko dla dorosłych" razem z kawą, piwem, colą, czekoladą itp.).

Michaś:
- mówi coraz więcej, ale nadal nie jest na etapie zdań - najbardziej skomplikowana konstrukcja to कौन है czyli "kto to jest" w hindi (ale zapisać oczywiście nie potrafi)

- jego ulubiony wyraz to "dzieci", powtarzany ilekroć w zasięgu wzroku lub słuchu jest ktoś w wieku poniżej 10 lat - w związku z tym od lipca Michatek wybiera się do miejscowego (dla odmiany anglojęzycznego) przedszkola na 3 godziny dziennie,

- lubi:
jogurty, płatki śniadaniowe, makaron, ciastka i teraz jeszcze lody;
bajki - trzeba mu je ściśle dawkować;
wszelkie piłki, budować z klocków duplo, biegać po trawnikach;
basen - pływa sam w kółku bez żadnych obaw, zanurza buzię bez przekonania, niestety wzorem innych dzieci chce też skakać do wody z trampoliny;

- nie lubi:
jak się go budzi;
ostrego jedzenia;
gdy zaczepiają go i dotykają obcy ludzie (nagminnie...);

- przechodzi klasyczny bunt dwulatka, co jest nieco krępujące w miejscach publicznych...

- wyzwania na najbliższy czas: przyzwyczaić się od nowa do spania we własnym pokoju, odstawić smoczek (decyzja zapadła - w przyszły piątek zaczynamy), przekonać się do nocnika - są to głównie wyzwania dla rodziców :)

- młodsza siostra - Michatek wie, że dzidzia jest w brzuszku, tylko czasem myli mu się w którym... jedyne co mu na razie doskwiera to to, że mama nie chce go nosić; przed nami jeszcze około dwóch miesięcy upałów (termin - początek sierpnia), więc zobaczymy jak będzie...

Monday, May 23, 2011

Michatek w Korei [Rep. Korei]

Michatkowi chyba się w Korei podobało. Otoczenie było nie aż tak ważne, jak to że całe 10 dni Michaś mógł spędzić z rodzicami (a przede wszystkim z mamą, bo nadal pozostaje strasznym maminsynkiem). Szybko przyzwyczaił się do nowych skośnych twarzy, podłapał nawet jakieś słowa po koreańsku (anio, czyli cześć) i nawet nie bał się specjalnie gdy tak samo jak w Indiach wszyscy chcieli go dotykać i brać na ręce (patrz: film poniżej).
Największą pamiątką z wyjazdu są dwie duże paczki klocków Duplo, zakupione w jednym supermarketów (w Korei były prawie 50% tańsze niż w Indiach). Michaś bawi się nimi praktycznie codziennie budując klockowe domki.

I na koniec jeszcze mały komplement dla Asiany - koreańskich linii lotniczych, które dowiozły nas z Delhi do Seulu. Przewoźnik rzeczywiście zasługuje na słowa uznania: oddzielna odprawa dla matek z dziećmi, oddzielna dla kobiet w ciąży; obie grupy na pokład samolotu wchodzą wcześniej niż pasażerowi klasy biznes; w samolocie maluchy poniżej drugiego roku życia - jeśli tylko są wolne miejsca - zawsze dostają wolne miejsce. To się nazywa troska o małego klienta i jego mamę.




Sunday, May 22, 2011

Skanseny - same, same, but different [Rep. Korei]

Jeszcze parę słów o skansenach, które odwiedziliśmy w Korei. Takie śmieszne uczucie niby wszystko tak samo jak w Polsce, niby zwiedzamy chaty, pola uprawne, ludzie ubrani w tradycyjne stroje, ale jednak jakoś inaczej. Bo chaty jednak jakieś inne niż u nas, ludzie też odziani w dziwne ciuchy, tylko pola mniej więcej te same. Śmiesznie tak przenieść ideę skansenu do zupełnie innej kultury.
Wielu pewnie byłoby rozczarowanych, ale że my żadnej okazji do odwiedzenia skansenu nie przepuszczamy, to byliśmy straszeni zadowoleni z wizyt w obu koreańskich muzeach wsi.














Saturday, May 21, 2011

Wycieczka łodzią podwodną [Rep. Korei]

Pomysł na podróż łodzią podwodną był decyzją chwili. Wiedzieliśmy, że w Korei można nurkować, ale nie spodziewaliśmy się, że spróbujemy tego całą rodziną. Na początku mieliśmy trochę obiekcji (czy to bezpieczne i czy z takim małym dzieckiem), ale krótka rozmowa z obsługą i tłumy koreańskich turystów przynajmniej częściowo rozwiały nasze wątpliwości. Postanowiliśmy spróbować, zwłaszcza, że okazja zejścia 40 m w głąb morza w stalowej puszce nie zdarza się co dzień. I było warto.


Łódź podwodna widok w środku.

Puka do nas nurek

Michatek zachwycał się rybkami i kolorową rafą i w przeciwieństwie do rodziców wcale nie odczuł problemów z chorobą morską. Pod woda w sumie zbytnio nie bujało, ale na łódź musieliśmy dopłynąć zwykłym statkiem rejsowym, a morze niestety nie należało tego dnia do najbardziej spokojnych...

Friday, May 20, 2011

Jeju i jej wulkaniczna historia [Rep. Korei]

Leżąca na południu kraju wyspa Jeju jest jednym z 28 kandydatów do miana 7 nowych cudów natury. Na liście finalistów znajdują się też m.in. polskie Mazury, bangladesko-indyjskie lasy namorzynowe Sundarbans i moherowe klify :) w Irlandii.
Wracając do Jeju, to wyspa nam się podobała, szczególnie te atrakcje, które związane są z jej wulkanicznym pochodzeniem, czyli tunel lawowy i dwa wulkany.

Wulkan Songsan Ilch'ubong. Po drodze wieje i leje.

Widok na tereny wulkan okalające

Krater

Droga na wulkan Hallam. Bardzo dobrze przygotowany szlak

Właściwie cały czas idzie się w lesie

Obok szlaku biegnie wyciąg, którym dostarczane są towary to położonego na trasie sklepiku

Kwitnące azalie

Krater na wysokości 1900 metrów

Ale największa niespodzianka czekała Bastka w drodze powrotnej. Przez cały powrót mijał tabuny koreańskich turystów. Kolejki na Giewoncie to mały pikuś :). Dobrze, że sam wyruszył tak wcześnie.

Jaskinia lawowa - widok ogólny. To chyba była największa atrakcja wyspy.
Jaskinie lawowe to podziemne tunele utworzone przez lawę wypływającą z wulkanu.
Tunel na Jeju miał ponad 1 km długości.

Thursday, May 19, 2011

DMZ [Rep. Korei]

Przy okazji wizyty w Rep. Korei nie mogliśmy nie pojechać do strefy zdemilitaryzowanej (tzw. DMZ), czyli obszaru granicznego, który od 1953 roku oddziela od siebie obie Koree. Do samej DMZ wjechać w zasadzie nie można, ale można za to zwiedzić kilka "atrakcji" zlokalizowanych tuż obok, a najważniejsze zobaczyć Koreę Północną.


Lokomotywa - pozostałość konfliktu z lat 50-tych.


Największe wrażenie zrobił na nas tunel infiltracyjny, jedno z czterech odkrytych podziemnych przejść, które w latach 70-tych wydrążyli północni Koreańczycy, aby przy dogodnej okazji zaatakować swoich sąsiadów z Południa. Wydrążony na głębokości 73 metrów tunel ma kilka kilometrów. Jego ściany pomalowane były na czarno, tak aby w razie odkrycia można było twierdzić, że jest opuszczonym korytarzem kopalni! Tylko śladów węgla brak.

Obserwatorium Mt. Dora, zerkamy w stronę Korei Północnej. Jak rozpoznać gdzie jest Korea Północna? Tam gdzie nie ma drzew.

Stacja kolejowa, która wybudowano na początku XXI, kiedy mówiło się o wznowieniu kontaktów między oboma krajami, niestety nic z tego nie wyszło i dziś świeci pustkami.

Wednesday, May 18, 2011

Zwiedzamy pałace [Rep. Korei]

Jedną z bardziej rozpoznawalnych atrakcji Seulu są pałace, dawne siedziby koreańskich władców. Niestety w dużym stopniu uległy zniszczeniu w czasie dziejowej zawieruchy przetaczającej się przez kraj na różnych etapach XX w. Pałace zostały odbudowane, ich wnętrza świecą jednak pustkami, stąd zwiedza się raczej same dziedzińce i przypałacowe parki.

Michatek biegał na całego i jak w Indiach był główną atrakcją turystyczną.

Zmiana warty


A w tle wieżowce.


Kilka szczegółów architektonicznych



A to już nie jest pałac, a miejsce pochówku władców


I na koniec kilka ujęć zrobionych w nocy


Tuesday, May 17, 2011

Korea, czyli lądujemy w Seulu [Rep. Korei]

Żeby uniknąć zbytniego podróżowania skoncentrowaliśmy się na zwiedzaniu dwóch części kraju: Seulu - stolicy i Jeju - wyspy na południowych obrzeżach Korei.
Seul nas na swój sposób urzekł i zadziwił. Codziennie piliśmy kawę, jedliśmy pyszne ciasta i pączki, delektowaliśmy się niesamowitym francuskim pieczywem. Po tym kilkumiesięcznym pobycie w Indiach jesteśmy już nieźle wyposzczeni! Chyba sami nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, jak tęsknimy za tymi drobnymi przyjemnościami, które w innych krajach dostać można tak łatwo, a w Delhi są luksusem. Zachwyciły nas też publiczne toalety (bo w ogóle były, bo były czyste, bo zawsze miały pokój dla matki, a czasem nawet ojca, z dzieckiem) i to, że w każdym muzeum można było za darmo wypożyczyć wózek dla dziecka. No i takie drobne luksusy jak równe chodniki i podjazdy na wszystkich ulicach.
Delektowaliśmy się kuchnią koreańską, która choć oferuje nieco egzotyki, to z naszego punktu widzenia w smaku jest bardziej zbliżona do tego co zjeść można w Warszawie niż w Delhi. Bastek zakochał się w kiszonej kapuście na ostro (serwowanej właściwie do każdego dania), Michaś i Maryś w makaronach i kotletach wieprzowych w panierce (a la polski schabowy).

Nieco śnięty Michatek -w amerykańskim Starbucksie.

Ach te lody...

Ale przede wszystkim kuchnia koreańska,

a szczególnie te makarony :)