Wednesday, March 23, 2011

Tuk Tuk Rally [Indie, New Delhi]

W tłumie czuć było rosnące napięcie. Wśród 50 drużyn zgromadzonych na starcie "Pierwszego Delhijskiego Wyścigu Tuk-Tuków na orientację" nie było chyba ani jednej, która choć skrycie nie myślałaby o wygranej. Nie inaczej było z nami. Delhi znamy już całkiem nieźle, mamy też spore doświadczenie z tego typu imprez. Jeśli Michaś wytrzyma 6 godzin w rikszy to powinno być nieźle.
Najpierw tradycyjna odprawa, wyjaśnienie zasad, dostajemy listę zadań. I biegiem do naszej rikszy. Jedziemy. W wolnej chwili na spokojnie zerkamy na listę zadań. Jest ich chyba koło 100! Musimy sfotografować się z krową, zagrać w krykieta, przejechać rowerem do przewozu butli gazowych (taki miejscowy wynalazek), znaleźć zaklinacza węży, zrobić zdjęcie kogoś kto się załatwia w miejscu publicznym (to akurat pestka!), kupić coś w McDonaldzie, zdobyć flagę Indii, wypić piwo, kupić pocztówkę z Taj Mahalem, zrobić tradycyjny tatuaż z henny, znaleźć pociąg, zobaczyć małpę, przywieźć podobiznę Ganeshy (jednego z indyjskich bóstw), przejechać lokalnym autobusem.... Do tego odwiedzić kilka charakterystycznych miejsc New Delhi. To się nie może udać w ciągu jednego dnia!
A jednak się udało. Poza dwoma, czy trzema punkami udało nam się zrobić wszystko. Niestety te dwa, czy trzy punkty zadecydowały, że nie wygraliśmy, ale i tak byliśmy z tego dnia bardzo zadowoleni. I Michaś też. Nawet się specjalnie nie zmęczył ciągłym podróżowaniem w rikszy. Po początkowym etapie zaciekawienia, zaległ po prostu na kolanach mamy i zasnął.

Poniżej kilka zdjęć z trasy:

Na starcie.

Gramy w krykieta.

Fotografujemy konkurencyjną drużynę.

A to nasza riksza. Kupujemy coś od ulicznego sprzedawcy.

Ktoś załatwia się w miejscu publicznym - widok w Indiach powszechny.

Na mecie - pamiątkowe zdjęcie z organizatorem.

Prezenty [Indie]

Dotarła do nas wreszcie świąteczna paczka. Wysłana z Polski 3,5 miesiące temu.... Będzie w sam raz na Wielkanoc :)

Dziękujemy!

Sunday, March 20, 2011

Holi [Indie, Delhi]

Ledwo zdążyliśmy wysiąść z samolotu, a tu już czekały na nas atrakcje. W Delhi trwał festiwal Holi - odpowiednik naszego Lanego Poniedziałku. Z tą tylko różnicą, że w Indiach ludzie zamiast wodą obrzucają się głównie kolorowymi farbami. Żeby było śmieszniej, to nie zawsze są to farby łatwo zmywalne. Przez co nawet kilka dni po zakończeniu Holi można spotkać ludzi z włosami pomalowanymi we wszystkie kolory tęczy.






Nawet Sadhu - święci mężowie, chodzili po Delhi pofarbowani...

Saturday, March 12, 2011

Z innej beczki [Polska]

Do Polski wybraliśmy się w celu absolutnie nieturystycznym.

Była to doskonała okazja, żeby Michatek opanował trudne słowa babcia i dziadek (w praktyce babcia jeszcze wychodziła, ale dziadek został do dziś Mi - od Miśka).

Trochę zwiedzaliśmy, ale raczej symbolicznie.

Przede wszystkim Michatek pławił się w szczęściu w związku z obecnością dzieci.
Mia i Ala w Warszawie:

Ania, Staś, Jaś i Marynia:

Z Olą na drzewie:

W wolnych chwilach oddawał się swoim ulubionym zajęciom - gotowaniu:

I jedzeniu:

Obchodziliśmy też prawdziwą rodzinną Wielkanoc
(specjalnie dla nas zorganizowaną jeszcze w marcu)

Tylko bez tradycyjnej wizyty w Lizakach, bo na to było jeszcze za zimno. Ale spacer był.

No i przede wszystkim nie mogliśmy się oderwać od najmłodszego członka rodziny - Franka.

Z babcią:

Próbna kąpiel w wiaderku:

Oprócz tego chociaż na chwilę próbowaliśmy spotkać się ze wszystkimi, nie zawsze jednak się udało. Więc nalegamy na przyjazd do nas!

Saturday, March 5, 2011

Moskwa ? [Rosja, Moskwa]

Pamiętacie naszą jednodniową wycieczkę po Stambule? Tym razem podobną przerwę w podróży mieliśmy w Moskwie. Z tą tylko różnicą, że zupełnie inne były warunki pogodowe, no i nasze przygotowanie do nich, a szczególnie Michasia, który przy padającym śniegu i ujemnych temperaturach paradował po stolicy Rosji w sandałkach! Kilka godzin wystarczyło by odwiedzić Plac Czerwony, przespacerować się po centrum miasta i zjeść pyszny obiad w mołdawskiej restauracji. Wszystko w towarzystwie kolegi Moskwiczanina. Alek - dziękujemy za pomoc.




Marysia, Michaś i kolega Alek.

Obowiązkowe zdjęcie przed mauzoleum Lenina - Michaś śpi.

W GUMie - moskiewskim domu towarowym

No i koniecznie wizyta w cerkwi Wasyla Błogosławionego

Oj szkoda, że tak krótko i tak zimno...