Sunday, February 20, 2011

Michatek i Mia [Indie]

Michatek i Mia (w skrócie M&M) bardzo się na wyjeździe zaprzyjaźnili. Mia wpatrywała się w swojego kuzyna z prawdziwym uwielbieniem. Michaś odwzajemniał uczucie. z wrodzonym urokiem zaraz po pobudce wołał: "Mia, Mia!" Pamięć o wizycie kuzynki ciągle w nim tkwi. Nadal rozpoznaje Mię na zdjęciach i w czasie skypowych pogawędek.



Zapraszamy ponownie!

Shravanabelagola [Indie, Karnataka]

Zwiedzanie Shravanabelagoli miało być przede wszystkim przystankiem w podróży. Miasto wydawało się nie być zbyt atrakcyjne. Tyle tylko, że akurat mieliśmy jeszcze trochę czasu. Postanowiliśmy więc na chwilę zboczyć z naszej trasy i obejrzeć największy monolityczny posąg lorda Bahubali, jednego z dżinijskich świętych. Posag ma prawie 17 metrów i został wyrzeźbiony z jednego bloku granitu w X wieku naszej ery. Może warto go zobaczyć? - pomyśleliśmy. Miasteczko zaskoczyło nas bardzo pozytywnie. Niewielka mieścina, w przeciwieństwie do większości dużych indyjskich miast pozwoliła nam trochę odpocząć. I gdyby tylko Michatek drugiego dnia pobytu nie zrobił nam karczemnej awantury... Może już był trochę tym naszym zwiedzaniem zmęczony?

W tle widoczna wielka skała z posągiem lorda Bahubali na samym szczycie.

Lord Bahubali w pełnej krasie.


A na pożegnanie cała nasza ekipa w komplecie.

Bliźniacze świątynie Belur i Halebid [Indie, Karnataka]

O ile zwiedzanie świątynie w Belurze Michatek jeszcze jako tako przetrwał to w Halebidzie zrobił nam taka awanturę, że odechciało nam się wszystkiego. Jakimś cudem udało nam się go nakłonić do gry w "bimbi" czyli piłki, dzięki czemu w ogóle mogliśmy świątynie obejrzeć i to tylko dlatego, że robiliśmy to na zmianę. A szkoda, bo obie były bardzo ładne i stare.









W wózku Mii.

Saturday, February 19, 2011

Z wizytą u Maharadży [Indie, Karnataka]

Po dwóch dniach opuściliśmy Madumalai, następny przystanek Mysore. A w Mysore znany na całe Indie pałac maharadży, czyli jednego z książąt/królów zamieszkujących subkontynent. Styl, w którym zbudowano pałac określa się mianem indo-anglosaskiego, jego konstrukcja jest bowiem jednym z najciekawszych połączeń sztuki indyjskiej z tym co niosły ze sobą wpływy kultury Zachodu. Spora część zdobień i mebli była na specjalne zamówienie produkowana w Europie. Sama fasada robi już niesamowite wrażenie, do tego duży przestronny dziedziniec, wszystko w samym centrum Mysore. W środku niestety nie można robić zdjęć.




Wieczorem pałac jest pięknie podświetlony.

Thursday, February 17, 2011

Madumalai - poranny spacer [Indie, Tamil Nadu]

Jednym z hitów był też poranny spacer po parku. Michatek i mama znów zostali w hotelu, a cała reszta wycieczki (z małą Mią na czele) chłonęła zapach budzącego się do życia lasu.










Słonia akurat nie było, ale wyraźnie widać, że niedawno tu przechodził...

Wednesday, February 16, 2011

Madumalai - słoniowa wycieczka [Indie, Tamil Nadu]

Michaś i mama jeszcze sobie smacznie spali, a reszta ekipy w tym czasie cieszyła się jak dzieci z porannej przejażdżki na słoniowym grzbiecie po parkowych ścieżkach. Wycieczka nie była może długa, zwierząt też za wiele nie widzieliśmy, ale wszystko to rekompensował widok budzącego się do życia parkowego świata.

Czymś takim to chyba za daleko nie pojedziemy?!

Jak nie autobusem to może słoniem?

I proszę: udało się :)

No to jedziemy na spacer!!!

Karmienie słoni [Indie, Tamil Nadu]

Madumalai ma jednak i sporo niezłych atrakcji. Jedną z nich jest na pewno wizyta w centrum hodowli słoni.


Słonie karmione są trawą i ryżowymi kulkami.



A co tam mnie słonie obchodzą, skoro jest tu taka fajna piaskownica?

Ciekawe jak to jest na grzbiecie takiego słonia?

Park Narodowy Madumalai [Indie, Tamil Nadu]

Park Narodowy Madumalai mnie trochę rozczarował, chyba głównie przez to, że jego atrakcje miały strasznie nierówny poziom. Szczególnie zawiodły mnie dwa safari: autobusowe i jeepowe. Coś jak z tym zdjęciem powyżej, niby widać tygrysa, tylko czy to dokładnie tygrysa pragnie zobaczyć turysta? (zdjęcie pochodzi z biura dyrektora parku). Po safari autobusowym to raczej się zbyt wiele nie spodziewaliśmy, bo kto normalny jeżdżąc autobusem po bezdrożach parku liczy na to, że zobaczy jakieś dzikie zwierzęta, raczej nikt zdrowo myślący. Bo jak takim wolnym i głośnym busem zaskoczyć w lesie kogokolwiek. Cóż jak widać władze parku mają inne zdanie... Przez te 45 minut jazdy można za to nabawić się choroby lokomocyjnej i odcisków na "siedzeniu" (ależ nas wytrzęsło, szczęśliwie nie wzięliśmy ze sobą dzieciaków).
Są jeszcze prywatne jeepy, ale te dla odmiany nie mają prawa zjechać z asfaltu, czyli szanse na jakąś zdobycz też ma człowiek marne...

Tego jelonka uchwyciliśmy jeszcze przed rozpoczęciem safari, z okien naszego samochodu.

Na wycieczce autobusem udało nam się jedynie zobaczyć dwa ptaki


i jednego langura

Z kolei w czasie wycieczki jeepem natknęliśmy się między innymi:

na słonia

i jelenia sambar.

Tuesday, February 15, 2011

Ootacamund - królowa górskich stacji [Indie, Tamil Nadu]

Ootacamund (pieszczotliwie zwane Ooty) jest królową wśród indyjskich górskich stacji. Górskie stacje to pomysł Brytyjczyków, którzy nigdy nie przyzwyczaili się do panujących na subkontynencie temperatur i jak tylko mogli, starali sobie ulżyć, np. uciekając w wyżej położone rejony kraju. Jedną z takich "oaz chłodu" była dla nich położona na wzgórzach Nigrils (bagatela 2,4 tys. metrów n.p.m., czyli prawie jak polskie Rysy). Nam samo Ooty zbytnio się nie spodobało, ale okolice, oj okolice, nawet bardzo...

Ooty

i okoliczne pola herbaty






Zaraz obok herbacianych pól mieszczą się herbaciane fabryki


W Ooty trafiliśmy też całkiem fajny hotel, położony z dala od miasta, na jednym ze wzgórz, przypominał trochę alpejską willę, drewniane wykończone pokoje, niektóre z prywatnym ogródkiem, no tylko to śniadanie... na szczęście drugiego dnia udało nam się obsługę przekonać, że jajecznicy nie trzeba wcale słodzić, bo i bez tego może być dobra.

Zachód słońca widziany z naszego hotelu