Thursday, October 28, 2010

Fort Cochin [Indie, Kerala]

Wyskoczyliśmy na dłuższy weekend na południe Indii do Kerali. Kochi jedno z głównych miast tego stanu dzieli od Delhi 2 600 km. Pociąg pokonuje ten dystans w 48 godzin, samolot w 3 godziny. Wybraliśmy tę drugą opcję. Szczególnie, że przy wybraniu tego pierwszego wariantu i wykorzystaniu dostępnego naszego czasu wolnego spędzalibyśmy w Kerali jedną dobę!
Ten wypad to był nasz pierwszy kontakt z południem i wiemy na pewno, że tam wrócimy. Pogoda może nie była jakaś fantastyczna, ale jedzenie pierwsza klasa (szczególnie ryby i owoce morza), ludzie też bardzo mili i tak jakoś się można było przyjemnie zrelaksować. Żabek też chyba był zadowolony, bo mógł całe dnie spędzać ze swoją ukochaną mamuchą, za którą stęsknił się przez ostatnie dni.

Kolonialna zabudowa.







Oglądamy wybrzeże, w tle różowy kangur-śmietnik.

W fort Kochi można też obejrzeć najstarszą synagogę w krajach Wspólnoty Narodów! - jak widać każdy może być naj.
To mi przypomina słynną frazę, że "SGH jest najlepszą polską uczelnią ekonomiczną na świecie".

To właśnie ten budynek. Niestety zdjęcia można robić tylko z zewnątrz.

A to zbudowany przez Portugalczyków pałac holenderski.


Wybrzeże fort Kochin zdobią chińskie sieci.

Monday, October 25, 2010

Jedziemy na wycieczkę ... [Indie, Kerala]

...bierzemy Misia w teczkę.

Tym razem czeka nas wizyta w Kerali...

Sunday, October 24, 2010

Qutub Minar [Indie, Delhi]

Mama wyjechała służbowo za granicę, zostaliśmy więc z Żabuchem sami na gospodarstwie. Cóż robić, trzeba by coś zwiedzić. Padło na Qutb Minar, największy ceglany minaret na świecie. Żabek spędził większość czasu w nosidełku - stąd jego zdjęć dziś nie będzie.





Monday, October 11, 2010

Light & Sound [Indie, Madya Pradesh]

A i jeszcze na koniec kilka zdjęć z dwóch pokazów światło i dźwięk (to taka miejscowa atrakcja, którą ma w ofercie każdy szanujący się zabytek), które obejrzeliśmy w czasie tych trzech dni. Trochę chyba za dużo. Ale ze zdziwieniem przyznam, że Żabek na obu strasznie się wciągnął, wcale nie zasnął tylko dzielnie oglądał i słuchał, a rodzice w tym czasie prawie się zdrzemnęli....

Zachodzi słoneczko, zaczyna się pokaz, na początku jest interesująco...

...a potem on trwa...

... i trwa....

...i końca nie widać.



A nie, jest:
KONIEC.
Na szczęście.

Orcha [Indie, Madya Pradesh]

No i na koniec opowieści o naszej ostatniej wycieczce zapraszamy do Orchy.
Dodam tylko, że się szarpnęliśmy na noc w komnatach takiego fortu.


Na dachu fortu.


Widoki o zachodzie słońca.


Podziwiamy freski.

Sunday, October 10, 2010

Raneh Falls [Indie, Madya Pradesh]

Drugi elementem naszego pobytu w Khajuraho miał być wyjazd do położonego nieopodal Parku Narodowego Panna. Niestety na kilka dni przed wyjazdem okazało się, że z uwagi na dłuższą niż zwykle porę deszczową, nasz cel będzie jeszcze zamknięty. Trzeba więc było znaleźć jakąś inną atrakcję w okolicy. I tak trafiliśmy do wodospadów Raneh. Choć otwarte, funkcjonowały na pół gwizdka, bo większość tras spacerowych była jeszcze zamknięta. Wybraliśmy się więc tylko na krótką przechadzkę do dwóch punktów widokowych. Pierwszy zaliczają wszyscy, drugi tylko nieliczni. Taka dłuższa wycieczka okazała się bardzo atrakcyjny, bo poza ładnym widokiem udało nam się upolować małpy i antylopy. A do Panna trzeba będzie jeszcze wrócić. Niezła wymówka, żebyśmy mogli zjeść jeszcze jedną pizzę w Khajuraho. Oj, pyszna była...





Saturday, October 9, 2010

Khajuraho w wersji tylko dla dorosłych [Indie, Madya Pradesh]

Jesteśmy naszym szanownym czytelnikom winni małe wyjaśnienie. W poprzednim wpisie nie napisaliśmy całej prawdy. Jest jeszcze coś, co jak magnes przyciąga do Khajuraho turystów: świątynne rzeźby pokazujące najbardziej wyuzdane sceny z indyjskiej Kamasutry...






Powyższa scena jest kwintesencją całego miejsca. To trzeba zobaczyć "na żywo"!

Khajuraho [Indie, Madya Pradesh]

Jako cel kolejnej weekendowej wycieczki obraliśmy sobie położone jedynie 620 km od Nowego Delhi Khajuraho. Tak - jedyne 620 km :). Odległości w Indiach potrafią zrobić na turyście wrażenie. 620 km do Khajuraho niby dużo, ale gdyby jednak popatrzeć na mapę to ze zdziwieniem odkryjemy, że wciąż mówimy o okolicach Delhi!
Dzięki sprawnej organizacji udało nam się w ciągu trzydniowego wypadu zobaczyć wspomniane Khajuraho i nie tylko. A co takiego ciągnie w to miejsce turystów? Przede wszystkim przepiękny kompleks świątyń, wyrzeźbiony w piaskowcu 1000 lat temu przez bezimiennych artystów. Opuszczony skrywał się w dżungli aż do XIX wieku, kiedy to pewien brytyjski dżentelmen natknął się na nie przypadkiem podczas podróży przez Indie.
Dziś właśnie dzięki niezwykłym rzeźbom znajdującym się na khajurahskich świątyniach miejsce to zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO i uważane jest za jeden z siedmiu cudów Indii. Dla odwiedzających Indie turystów ma jeszcze jeden walor: znany z innych azjatyckich krajów backpackerski klimat. Dla nas liczyła się też opisywana w przewodnikach włoska restauracja z przepyszną pizzą z pieca...







Friday, October 8, 2010

Igrzyska Wspólnoty Narodów [Indie, Delhi]

Od tygodnia trwają w Delhi Igrzyska Wspólnoty Narodów (IWN)- odbywająca się cyklicznie (co 4 lata) impreza przypominająca Igrzyska Olimpijskie. W tym roku do Indii przyjechało ponad 70 reprezentacji narodowych z tak egzotycznych miejsc jak np. Tuwalu, Isle of Man, Antigua and Barbuda, czy Swaziland. Indie jak wszyscy wiedzą jakąś potęgą w sporcie nie są. Wystarczy wspomnieć, że w Pekinie w 2008 roku zdobyły jeden złoty i dwa brązowe medale. Jak na miliard ludności to raczej skromnie. W tym roku na IWN radzą sobie całkiem nieźle. Oczywiście poziom imprezy jest nieco inny niż w przypadku Olimpiady, a i atut gospodarza nie pozostaje bez znaczenia. Ale i tak 3 miejsce w klasyfikacji medalowej (za Australią i Anglią) robi wrażenie.
Igrzyska w Delhi to ogromne wydarzenie, postanowiliśmy więc osobiście sprawdzić ile prawdy w tym co piszą media.


Odnowiony stadion Jawaharlal Nehru może pomieścić 60 tys. osób.

Widzowie

4x400 metrów kobiet - wygrywają... Indie!

Zwycięska ekipa podczas rundy honorowej.

Bastek z Michasiem ubierają się u jednego krawca :)