Tuesday, August 24, 2010

Hop-hopy [Armenia]

Z uwagi na ambitne plany turystyczne nasze dzieciaki spędzały sporo czasu w hop-hopach. Tak na swoje nosidełko mówi Nela, a my pożyczyliśmy od niej to powiedzonko.
Noszenie naszych kochanych ciężarów (już tak pewnie z 10 kg) nie poprawiło co prawda stanu kontuzjowanych kostek Bastka i Grzesia, ale generalnie było dobrym pomysłem. Z wózkami mimo wszystko byłoby trudniej, zwłaszcza na odcinkach górskich, których w sumie co nieco odwiedziliśmy.




Sunday, August 22, 2010

Klasztory [Armenia]

Jeżdżąc po Armenii koncentrowaliśmy się na dwóch zasadniczych atrakcjach: zwiedzaniu klasztorów i górskich wędrówkach. W paru wypadkach udało nam się te dwie rzeczy połączyć, co nie było aż takie trudne zważywszy, że najładniejsze ormiańskie monastyry znaleźć można w pobliżu górskich szlaków.
Dziś parę fotek klasztorów, a na góry przyjdzie jeszcze pora.


Sanahin

Jego nazwa dosłownie oznacza "starszy niż tamten"




A ten drugi, to położony niedaleko klasztor Hagpat

Do monastyru Haghartsin prowadził bardzo fajny trekking.



Monastyr Tatev - jeden z najładniej położonych.

Ale dostać się do niego było chyba najtrudniej. Pokonanie 30 km samochodem zajęło nam ponad 2 godziny.


Havuts Tar - niestety w ruinie, ale za to z bardzo fajnym szlakiem doń prowadzącym

PS

Indie na razie tylko dla tych co doczytują do końca :) już ponad tydzień jesteśmy w New Delhi i dopiero teraz udało nam się wyrwać do prawdziwych Indii - czyli starego Delhi. I do razu poczuliśmy się jak na wakacjach - dzikie tłumy, uliczne stragany, no i oczywiście święte krowy. Michatek wszystko obserwował z wysokości nosidełek, bo jeszcze nie jesteśmy gotowi stawiać go na ziemi. Pogoda dopisała, bo nie padało (mamy teraz końcówkę monsunów, to znaczy, że jest umiarkowanie gorąco - trochę ponad 30 stopni na oko - i bardzo wilgotno. Pada nieregularnie, ale często akurat wtedy gdy mamy czas na spacery, czyli wieczorami).

Thursday, August 12, 2010

Erywań [Armenia]

Erywań nas nieźle zaskoczył. Spodziewaliśmy się topornej, szarej stolicy typowego postowieckiego kraju, a zastaliśmy intrygującą mieszankę dawnej kultury, komunistycznej architektury i prób poszukiwania nowej tożsamości. A do tego to bogate życie nocne. Z niego akurat mogliśmy skorzystać jedynie w ciągu dnia, bo jak tu zostawić Michatka i Neluta bez opieki?


W tle słynna erywańska kaskada, czyli schody do nieba.

Na wierzchołek kaskady można wjechać ruchomymi schodami.

Sztuka nowoczesna?

Widok na miasto ze szczytu kaskady. W tle Ararat, czyli Turcja.

Plac Respubliki

Michaś testuje brandy
w "Kaniacznym Zawodzie"

Nela tak się przejęła rolą testera, że z wrażenia usnęła.

Siedzibę firmy odwiedził także Lech Wałęsa.


z innej beczki:
zadamawiamy się w nowym miejscu i jeszcze pewnie trochę potrwa nim zaczniemy pisać bloga z tej podróży. niecierpliwym tylko napiszę, że my już mamy pracy po pachy, a michaś ma się dobrze. ma na razie dwie nianie każda na pół etatu, ale to stan przejściowy. ze zmianą czasu i pogodą nie miał żadnych problemów. szukajcie nas na skypie wczesnym wieczorem!

Thursday, August 5, 2010

Wróciliśmy z Armenii [Armenia]

Już jakiś czas temu wróciliśmy z prawie dwutygodniowego wyjazdu do Armenii. Z uwagi na inne zajęcia (o których pewnie niedługo) nie mieliśmy zbyt wiele czasu, by się do wyjazdu przygotować. Pracę domową odrabialiśmy więc już na bieżąco w samej Armenii. Na szczęście trasa podróży nie miała dla nas aż tak dużego znaczenia. Mieliśmy oczywiście z góry upatrzone punkty obowiązkowe (tak jak np. wizyta w Górskim Karabachu), ale przede wszystkim liczyło się nie to gdzie będziemy, ale z kim. Na wspólny wyjazd do Armenii skusili się nasi "starzy wyprawowi towarzysze", którzy odwiedzali nas m.in. w czasie naszych afrykańskich peregrynacji. Ostatnimi czasy oni - tak jak my - też podróżują w poszerzonym składzie. Poszerzonym o 16-miesięczną Nelę.

Założenie było takie, że my będziemy wspólnie podróżować, a dzieciaki się wzajemnie zabawiać. O ile pierwszą część planu wcieliliśmy w życie śpiewająco, ta druga okazała się nieco trudniejsza. O czym można przeczytać tu.

Sunday, August 1, 2010

Krzyśki

Jak co roku i tym razem wybraliśmy się do Lizaków na tradycyjne imieniny "śmiesznych wujków" Krzyśków. Pogoda nie dopisała (lało przez większość czasu), ale towarzystwo za to bardzo.


Wojtaszek pierwszy raz przyjechał do Lizaków i od razu mu się spodobało.

Golas w kałuży.

Picia w deszczu.