Monday, January 25, 2010

Powązki [Warszawa]

Na dworzu mróz, śnieg i lód. Jednym słowem zima. Wychodzić się nie chce, ale jakoś się zebraliśmy i odwiedziliśmy warszawskie Powązki. Za oknem prawie -15, a Żabek to nawet w czasie tej wycieczki zasnął.






Sunday, January 24, 2010

Pierwsza samodzielna wędrówka

Sunday, January 10, 2010

Nasza trójka na wakacjach [Oman]


W Omanie szybko okazało się, że w trójkę podróżuje nam się równie dobrze jak we dwójkę. Mistrz szybko zaakceptował podstawowe zasady turystyki zwanej indywidualną (lub trampową), w odróżnieniu od turystyki zorganizowanej. Podobało mu się wręcz, że co dzień rano nie mieliśmy pojęcia gdzie będziemy nocować następnej nocy i dopiero późnym popołudniem ruszaliśmy w pustynię na poszukiwanie kawałka ziemi na rozbicie namiotu. Uwielbiał miejscowe najtańsze restauracyjki, gdzie niejednokrotnie obsługa rzucała wszystkie zajęcia, żeby go pozabawiać. Bez mrugnięcia przyjmował "kąpiele w butelce"(tzw. bottle shower) wodą podgrzewaną słońcem, ewent. szybkie mycie w falach jeśli ocean akurat był pod ręką. I tym sposobem jedyne odstępstwo od zasad, czyli wynajęty samochód, nie przeszkodziło nam poczuć, powąchać i posmakować prawdziwego Omanu.

Udało nam się całkiem sprawnie zapakować.

W samolocie Michaś głównie spał.

Nasz samochód - choć z napędem na dwa koła - dobrze się spisywał.

Namiot rozbijaliśmy gdzieś na pustyni.

Czasem w miejscach bardzo malowniczych.

Zwykle gotowaliśmy sobie sami.

Ale nie mogliśmy sobie też odmówić miejscowych specjałów.

Żabek jadł głównie słoiczki przywiezione z Polski.

Górskie jeziorka - kąpiel w pełnym stroju zgodnie z miejscowymi zwyczajami.

Ocean średnio przypadł Michasiowi do gustu.

Rutynowa kąpiel w butelce.

Mistrz dużą część atrakcji przesypiał w chuście.

Ale czasem wciągał się w widowisko.

Tuesday, January 5, 2010

Krewni i znajomi [Oman]

Mistrz jest osobą towarzyską, uśmiecha się dużo i chętnie, więc nasi omańscy przygodni znajomi aż rwali się, żeby go zabawiać i przytulać.










ps. opowieści z Omanu powoli dobiegają końca. A my to już chyba przymarzliśmy do Warszawy. Byle do wiosny...