Friday, December 31, 2010

Jantar Manthar [Indie, Rajasthan]






Te przedziwne architektoniczne konstrukcje to nie indyjska sztuka nowoczesna, a osiemnastowieczne obserwatorium astronomiczne.
Jantar Mantar zostało wpisane na listę zabytków UNESCO jako przykład rozwoju wiedzy astronomicznej i kosmologicznej.
Z uwagi na naszą małą tego tematu nie byliśmy w stanie w pełni docenić technologicznego zaawansowania tego miejsca. Może jak przyjedzie do nas Nela to nam wyjaśni o co w tym wszystkim chodzi.

Pałac w Jaipurze [Indie, Rajasthan]

Pałac maharadży jest kolejnym miejscem zaliczanym do grupy głównych atrakcji różowego miasta. No właśnie, bo Jaipur to jeszcze jedno miasto Rajasthanu, które swoją obiegową nazwę zawdzięcza kolorystce. Jaisalmer - jest żółty, Jodhpur - niebieski, a Jaipur różowy.
Zbudowany w XVIII w. kompleks pałacowy mieści dziś nie tylko muzeum, ale także rezydencję maharadży. Turyści zwiedzać mogą niestety tylko tę pierwszą część, druga dla zwykłych śmiertelników pozostaje niedostępna.
W fotorelacji zapraszamy do obejrzenia kilku zdjęć. Pierwsze z nich specjalnie dla członków KMM (czyli Klubu Miłośników Michasia).







Pan Strażnik

A z drugiej strony bramy czekają na nas swojskie indyjskie widoki :)

Hawa Mahal [Indie, Rajasthan]

Hawa Mahal (Pałac Wiatrów) perła Jaipuru, budynek niezwykle oryginalny i na długo zapasający w pamięć (co sam zaświadczyć mogę). I pomyśleć, że gdyby nie zwykła potrzeba chwili - powstał by umożliwić damom dworu obserwowanie życia codziennego miasta - to budynek wyglądałby zupełnie inaczej. A tak mamy taką piękną fasadę i jakby doklejoną do niej całą resztę pałacu.

Ujęcie klasyczne

Ujęcie mniej klasyczne

Ujęcie alternatywne

Ujęcie nieklasyczne

I kilka fotografii z drugiej strony fasady

Tzw. detale architektoniczne

Oraz ujęcie pośrednie

Sylwestrowy Jaipur [Indie, Rajasthan]

Czas płynie. Niesamowite jak szybko minęło prawie 10 lat od mojej pierwszej wizyty w Indiach. Muszę przyznać, że przez ten czas wspomnienia mocno się już zatarły. Odwiedzane miejsca zlały się w jedną masę zatytułowaną "Indie". Gdy teraz stopniowo odwiedzam punkty zwiedzane w czasie tamtej podróży ze zdziwieniem odkrywam jak bardzo tamte Indie zapomniałem. Może nie powinno mnie to aż tak dziwić, skoro od tamtego czasu za granicą Polski spędziłem już łącznie ponad 3 lata, a większość tego czasu, gdzieś zwykle jeździłem, coś oglądałem, coś zwiedzałem.
Jedno miejsce zdołało się oprzeć tej niszczącej sile innych wrażeń: Pałac Wiatrów w Jaipurze. To właśnie miejsce postanowiliśmy odwiedzić w czasie sylwestrowo-noworocznego wypadu za miasto. A że - podobnie jak Agra - leży na trasie prawie wszystkich wycieczek po Indiach poświęcimy mu kilka wpisów, co by wszyscy wiedzieli co Jaipur może im zaoferować.
Aha, warto jeszcze wspomnieć o tym jak spędziliśmy Sylwestra. Stare chińskie przysłowie mówi: "Jeden obraz wart jest tysiąc słów". Co tu dużo opowiadać, zobaczcie sami:

PS. A propos wspomnianego wyżej starego chińskiego przysłowia zerknijcie na Wikipedię (tylko w języku angielskim).

Sunday, December 26, 2010

GOD [Indie]

Pozostańmy jeszcze w klimacie świątecznym. Usłyszałem ostatnio interesujące wyjaśnienie angielskiego słowa "god" (po polsku "bóg"):

G
enerator (czyli Brahma - stwarza świat)
O perator (czyli Vishnu - utrzymuje go)
D estroyer (czyli Shiva - niszczy go)

Brahma, Vishnu i Shiva tworzą hinduską trójcę świętą tzw. trimurti.

Friday, December 24, 2010

i po świętach... [Indie, Delhi]

Mimo naszych szczerych chęci, ze świąt nie mamy za dużo zdjęć. Nie ma więc dowodów na to, że były zupa grzybowa i królewska, pierogi z kapustą i grzybami, sporo śledzi oraz makowce. Wszystkie te rzeczy są tu nieznane, ale z pomocą przesyłek z Polski i prezentów od znajomych (Marysia deklaruje, że za rok sama ukisi kapustę) udała się prawdziwa wieczerza.

Pierogi to zasługa Anokiego, który pracuje wśród Polaków od lat i wie jak przygotować większość potraw wigilijnych. On też zrobił jarzynową - wystarczyło dodać czosnek do smaku i była jak w domu. W tle Marysia piecze makowce (dla uważnych: mak gotowy z puszki, a butelka czerwonego wina służyła tylko za wałek... ).

Sunita to aya (niania) Michasia. Świetnie się dogadują, oczywiście w hindi. Ku naszej radości hobby Sunity to prasowanie i jak tylko ma wolną chwilkę to rozkłada deskę. Podobno też dobrze gotuje, ale na razie nie ma kiedy tego pokazać, bo Żab jest trochę zbyt absorbujący.

Grzybową gotował Bastek, Michaś wyjadał makaron.

Choinka sztuczna, ale Michatkowi się podobała. Tak jak masa prezentów pod nią - część to niespodzianki z Polski :) Podobno jeszcze jedna paczka jest w drodze, ale obawiamy się, że ją zagarnęli piraci u wybrzeży Somalii.

Jeszcze nie tym razem - póki możemy nie dajemy Michasiowi czekolady i cukierków. Za to domowe ciasta jadł bez ograniczeń.

Bardzo istotna część wieczoru - rodzinne święta w Sopocie i Łowiczu. Dzięki skype'owi czuliśmy się jakbyśmy byli na miejscu...

PS. Pozostałą część świąt spędziliśmy tradycyjnie - jedząc, czytając książki i oglądając wszystkie cztery części "Szklanej pułapki".

Monday, December 20, 2010

Krokodyle [Indie, Tamil Nadu]

W drodze na lotnisko zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę na farmie krokodyli. Nie wiem do końca, czy Michasiowi się ta wycieczka podobała, bo generalnie żadnych krokodyli nie widział (leniwce w ogóle się nie ruszały, to jak tu je zauważyć?!).








Potem zostało nam już tylko pojechać na lotnisko i czekać na nasz samolot do Delhi...
Na szczęście już niedługo znowu będziemy na południu! Zostańcie przy odbiornikach.

Mamallapuram [Indie, Tamil Nadu]

Przewodnik Lonely Planet opisuje Mamallapuram jako backpackerski raj. Coś w tym rzeczywiście jest, bo w mieście można znaleźć wszystko, czego turyście do szczęścia potrzeba: tanie hoteliki, knajpki z europejskim jedzeniem, sklepy z indyjskimi ciuchami, a przede wszystkim wykute w skale świątynie (kolejny zabytek z listy dziedzictwa narodowego UNESCO), wszystko nad brzegiem oceanu z szeroką plażą.

Tak naprawdę Michaś jest najgrzeczniejszy jak coś zwiedzamy.



Oczywiście najfajniejsze są zwierzęta.

Nawet te wykute w skale.

Kozy są w absolutnej czołówce.

W porównaniu z krawężnikami w Delhi, biegi terenowe to fraszka.


Uważni dostrzegą, ze Michaś nie rusza się bez swoich "bimbi".

Sunday, December 19, 2010

z Pondicherry do Mamallapuram przez Tiruvannamalai [Indie, Tamil Nadu]

Urocze te indyjskie nazwy miejscowości, czyż nie?

Świątynia

Michatek w świątyni

Michatek

Fort

Michatek na spacerze w forcie

Małpy (w języku Michatka "papu")

Ptaki

W języku Michatka "kra" z niemym "er"