Wednesday, October 28, 2009

Beskidy

Całą trójką zostaliśmy zaproszeni na wesele - i to nie byle gdzie, tylko w bacówce Rycerzowa tuż przy słowackiej granicy w Beskidzie Żywieckim. Jazda pks-em i śnieg/deszcz nam niestraszne, ubraliśmy się ciepło i ruszyliśmy w góry. Mistrz był bardzo zadowolony, bo mógł spędzać czas w chuście. A my byliśmy jeszcze bardziej zadowoleni, bo mogliśmy w dobrym towarzystwie pobawić się i pośpiewać. No i nie ma jak jesienno-zimowe wędrówki.
Młoda para - Robert i Ela. Sto lat!

Żółtym czy czarnym szlakiem?

Pogoda była zmienna.

Śniegu sporo.

Ale ostatniego dnia się rozpogodziło.


Saturday, October 17, 2009

Sopot po sztormie

I tym razem w Sopocie nie obyło się bez atrakcji. Silne wichury powaliły aż dwa drzewa na naszej ulicy - samochody ocalały, ale prądu nie było ponad 12 godzin. Dzień później wybraliśmy się na plażę i molo, obejrzeć spustoszenia po sztormie. Sam pomost w zasadzie ocalał, choć nie obyło się bez strat. Resztki desek wciąż unoszą się na morzu i zaśmiecają plażę. Bursztynów nie znaleźliśmy...





Monday, October 12, 2009

Bursztynowym Szlakiem

Chyba stajemy się coraz bardziej leniwi. Dziś np. skorzystamy z pomocy zaprzyjaźnionej Bloggerki.
Zapraszamy do przeczytania: Sretów Bzdetów

Thursday, October 8, 2009

Łazienki

Pogoda za oknem iście zimowa, a jeszcze kilka dni temu było całkiem całkiem. Przynajmniej na tyle, że dzięki pomysłowi małego Filipa udało nam się na pospacerować po Łazienkach. Zwiedzanie uprzyjemniał książkowy przewodnik po Warszawie.
Nawet Bastek wyskoczył na chwilę z pracy, żeby dołączyć do ekipy.

Tuesday, October 6, 2009

Toskania

Siena - zdecydowany nr 1 dla Marysi

Po kilku dniach zwiedzania miast i miasteczek, wydawało nam się, że już nas nic nie zaskoczy. Ale plaza w Sienie (jak niektórzy mówią - w kształcie umywalki) nie ma sobie równych. Całe miasto jest mroczne, gotyckie, średniowieczne, idealnie nadaje się na gubienie w uliczkach i wyszukiwanie zapomnianych przesmyków. Do tego ciekawa katedra, krypta i chrzcielnica. Tam na pewno jeszcze wrócimy!


San Gimignano - faworyt Bastka

Małe miasteczko na wzgórzach, podobno mocno turystyczne, ale nam udało się przyjechać przed wycieczkami. Słynie z kilkunastu czworokątnych wież, z powodu których nazywana jest "manhattanem średniowiecza". Na Piazza della Cisterna polecamy lody.

Florencja

Do Florencji wracaliśmy kilkakrotnie, najpierw na intensywne zwiedzanie, a potem po prostu na zakupy. Z obowiązkowych punktów programu (galeria Uffizi, katedra...) najbardziej podobała nam się wycieczka Secret Itineraries po pałacu Vecchio. Mistrz z zainteresowaniem krążył po ukrytych przejściach i salach, jadł bez skrępowania w Izbie Pięciuset, a nawet wspiął się pod sam dach, by podziwiać konstrukcję sufitu tej ogromnej sali z końca XV wieku.

Lucca

Renesansowe miasta, otoczone imponującymi murami. Miśki - czyli dziadkowie - buszowali na targu staroci, a my z Michasiem chłonęliśmy atmosferę. I byłby bardzo udany dzień, gdyby nie to, że dla odmiany postanowiliśmy wziąć wózek i dość szybko Maluch się zbuntował. W sumie mu się nie dziwimy: z gondoli nie widać wiele, a z chusty wszystko, a na dodatek można zaczepiać przypadkowych przechodniów i uśmiechać się do robiących zdjęcia (nam!) Japończyków.
Volterra

Samo miasteczko bardzo przyjemne, ale na nas wrażenie zrobiło muzeum Etrusków. Obejrzeliśmy cierpliwie wszystkie 600 urn pogrzebowych oraz sporo innych znalezisk. Polecamy.
Piza

Mistrza nie wpuścili na wieżę! Okazało się, że wstęp jest od lat 8 i nawet maluchy w chustach się nie wcisną. Więc całkiem zadowolony został na trawce w cieniu katedry, a my mieliśmy chwilę, żeby się zastanowić czy warto za tę wspinaczkę było zapłacić po 15 Euro na głowę. Pytanie o tyle uzasadnione, że to, że wieża jest krzywa, najlepiej widać z dołu. Rozważaliśmy też, które miejsce zajmuje wieża na liście najbardziej rozpoznawalnych atrakcji na świecie. Pierwsza trójka?

Montalcino i opactwa

Ostatni dzień pobytu postanowiliśmy spędzić na wyszukiwaniu atrakcji wśród wzgórz na południe od Sieny. Po opactwie San Galgano zostały tylko ruiny, lecz mimo to budowla robi wrażenie. W pobliskiej kapliczce można zobaczyć prawdziwy miecz w kamieniu, co tym bardziej przywołuje skojarzenia z Anglią. W Sant' Antimo... A Montalcino to małe urokliwe miasteczko na wzgórzu, słynące z produkcji wina Brunello.
Dzień odpoczynku

Był taki, choć nie do końca, bo po południu wybraliśmy się na wycieczkę. Ale przedtem wygrzaliśmy się na słońcu nad basenem z widokiem na winnice i gaje oliwne...

W drodze tam

Odwiedziliśmy też Wenecję. Lało jak z cebra, co nie przeszkodziło Mistrzowi w zwiedzaniu...

Wakacje z maluchem

Na tegoroczny urlop postanowiliśmy się wybrać do modnej Toskanii. I było warto. Podróż poszła sprawnie, a na miejscu było co zwiedzać. Przez internet wynajęliśmy mieszkanie wśród winnic między Florencją a Sieną, nawet z basenem. I zaplanowaliśmy wycieczki... ale o tym i o samej Toskanii później. Na razie krótka opowieść o tym jak się podróżuje z dzieckiem.

Najpierw wybraliśmy kierunek i kupiliśmy przewodnik.


Przekonaliśmy dziadków do urlopu.


I po załatwieniu rezerwacji, ubezpieczeń i tym podobnych, wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy na południe.


Wenecja.

Pogoda jak widać nie zawsze dopisywała, ale na miejscu była akurat - nie za ciepło, nie za zimno, nie za mokro. Tylko jeden dzień był tak upalny, że nic nie chciało się zwiedzać, tylko odpoczywać na trawce.

Piza.

Po drodze Michaś zazwyczaj grzecznie spał albo bawił się w foteliku, a na licznych przystankach jadł i brykał. Zaplanowaliśmy też dwa noclegi na trasie, żeby Malucha od razu na początek nie zmęczyć.

Awaryjny przystanek na autostradzie.

Nocleg pod Bratysławą.

Odpoczynek w samochodzie.

I na przydrożnym parkingu.

Wynajęte mieszkanie w samym sercu regionu Il Chianti okazało się strzałem w dziesiątkę. Wygodna kuchnia z pokojem dziennym, dwie sypialnie, łazienka z pralką i dużą umywalką. Na powitanie dostaliśmy też wino i oliwę własnej roboty naszych gospodarzy.

Dom wśród winnic.

Nasze mieszkanie na pierwszym piętrze.

Basen.

Niestety woda za zimna dla Malucha.

Kuchnia.

Kącik zabaw.

Sypialnia z wygodnym łóżkiem i widokiem.

Kąpiel w wannie?

Na wycieczkach po okolicy przyjęliśmy prostą zasadę, że dogadzamy najmłodszemu. Spał, jadł i był przewijany wtedy kiedy chciał/potrzebował. My sobie oczywiście też dogadzaliśmy :)

Nie spać, zwiedzać!

Przypadkowa ławka w parku.

Przewijanie w muzeum.

Włoska kawa nie ma sobie równych.

W ten prosty sposób wszyscy byli bardzo zadowoleni z podróży.