Sunday, December 18, 2011

Zmiany, zmiany, zmiany

Młody Anakin Skywaker umazany dżemem mógłby wyglądać tak:


Po dwóch i pół roku funkcjonowania tego bloga nadszedł czas na zmiany. Michatek nie przypomina już tytułowego bohatera Gwiezdnych Wojen, a jeśli już chcieć doszukiwać się podobieństwa to raczej do Anakina Skywalkera, a nie Mistrza Yody. Ale to tylko jeden z kilku argumentów za tym by zamknąć naszą działalność na blogspocie, a bloga przenieść na naszą stronę. Od dziś Szanownych Miłośników przygód  międzygalaktycznych bohaterów zapraszamy bezpośrednio na nowego bloga.
Przy okazji, migracja michatkowo-jankowych dzienników podróży zmotywowała nas także do odświeżenia treści dostępnych pod adresem www.Bastazja.pl. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że - choć utrzymana w czarnej kolorystyce - nasza nowa strona będzie nadal jasną stroną mocy. Zachęcamy do regularnych odwiedzin.

PS. Odpowiadając na zadawane od pewnego czasu pytanie czytelników. Nie jesteśmy jakimiś specjalnymi miłośnikami Gwiezdnych Wojen, tak po prostu wyszło.

Tuesday, December 13, 2011

Lekcja pana Kukki [Bundi, Rajasthan]

Dziś raczej fotograficznie:


Będąc w Bundi jeden dzień poświęciliśmy na wycieczkę za miasto. Towarzyszył nam miejscowy archeolog hobbista: Om Prakash Sharma (znany też jako pan Kukke). 
  

Główną atrakcją wyjazdu było zwiedzanie odkrytych przez naszego przewodnika prehistorycznych malowideł naskalnych. Pan Kukke, twierdzi że odkrył w okolicach Bundi około 80 różnych malunków. Nam pokazał tylko kilka. Trzeba przyznać, że zaimponował nam wytrwałością i sporą wiedzą. 


Dotarcie do niektórych z nich okazało się nie lada wyzwaniem.

 

Przeważają motywy zwierzęce i polowania.


 Poza walorami historyczno-archeologicznymi nasza wycieczka miała dużą wartość poznawczo-krajoznawczą. Odwiedziliśmy między innymi mleczarnie, a jak powszechnie wiadomo "mleko ma najszybszy transport, bo inaczej się zsiada. Na zdjęciu powyżej indyjska wersja baniek na mleko.


Przy lokalnej mleczarni mieści się lokalna kawiarnia. 

 

A jej największą atrakcją jesteśmy oczywiście MY

 

Pojechaliśmy też do jednej z bundyjskich wiosek, gdzie odwiedziliśmy pogawędziliśmy sobie z prawdziwą rajasthańską rodziną.
    
 

A tu mijany po drodze sęp. Było ich w sumie kilkanaście.


Na koniec pojechaliśmy do domu pana Kukke, gdzie na kamiennej podłodze Michatek dostał lekcję prehistorycznego malowania.
Strasznie mu się to zajęcie spodobało. Siedział potem i malował jeszcze przez dobre półgodziny. Siłą go trzeba było wyciągać. My w tym czasie oglądaliśmy kolekcję naszego znajomego. A jest tego sporo od monet, po kości, krzemienie i ceramiczne kostki do gry.

Saturday, December 10, 2011

Bundi - Rajasthan w pigułce [Indie, Rajasthan]


 Janka nie miała jeszcze okazji przejechać się słynnymi indyjskimi kolejami, postanowiliśmy więc wybrać się weekend do Rajasthanu nocnym pociągiem. Pierwszą klasą co prawda, ale i tak nie uchroniło to Bastka przed pogryzieniem przez pluskwy...


Bundi to małe miasteczko (80 tys. mieszkańców), które ma w sobie w zasadzie wszystko co najpiękniejsze w Rajasthanie. Błękitne domki położone wśród wzgórz:




Nad którymi góruje imponujący pałac maharadży.


Oraz XIV-wieczny fort:

Nad zbiornikiem wodnym położony jest drugi pałac - niedostępny dla zwiedzających, gdyż nadal zamieszkuje w nim rodzina maharadży:


 W miasteczku jest też wybór urokliwych hoteli w odnowionych havelach:

 

Oraz przepiękne baori, czyli studnie. Najsłynniejsza "studnia królowej" przypomina podziemną katedrę:
 


 

Najczęściej jednak baori zbudowane są na planie kwadratu:

 
 W Bundi spotkaliśmy też sporo bezinteresownie sympatycznych ludzi, ale o tym przy innej okazji. Podsumowując - polecamy!

Monday, December 5, 2011

Michatek - 2,5 roku


W tym wieku wszystko jest "moje". Moja zabawka, mój chlebek, moje krzesło, ale przede wszystkim "to moja wina!". 

Na pytanie "jaki, jaka jakie" Michaś ma zwykle jedną odpowiedź "zielone!". Jaką chcesz koszulkę? Zieloną! Jaką chcesz miseczkę? Zieloną! A jaki chcesz prezent pod choinkę? Zielony!


W przedszkolu mówią po angielsku, więc podpytujemy czasem Michasia o litery, kolory (nasz ulubiony "wred") i inne nowe wyrazy:
- Michaś, jak jest pies po angielsku?
- Dog.
- A jak jest kot po angielsku?
- Miau...

W domu mamy też różne książeczki - po polsku i po angielsku. Michaś wybiera język, a my jak jest to konieczne na bieżąco tłumaczymy. Ale czasem przekracza to zdecydowanie nasze zdolności, na przykład kiedy słyszymy "nie, po angielsku czytać!" po  słowach "Stoi na stacji..."

Michaś nie mógł sobie poradzić z nauką używania nożyczek. W końcu postanowiliśmy kupić mu nożyczki dla leworęcznych, bo najczęściej używa lewej ręki do rysowania i jedzenia. I teraz tnie bardzo sprawnie, choć nożyczki trzyma zawsze w prawej ręce...
 

 
 
 Ukochane duplo.
A Janka patrzy i zazdrości.

 Michaś bawi się z Janką w sklep.

Na koniec: nasz lew salonowy na indyjskim weselu. Nawet na sekundę oczu nie otworzył...

Sunday, December 4, 2011

A my w tym czasie [Polska]

Gdy Bastek szalał w Indiach, pozostała trójka wybrała się w odwiedziny do rodziny i znajomych do Polski. Trochę pojeździli, byli w Trójmieście, Łowiczu i Warszawie, spali w siedmiu różnych domach, objadali się polskimi przysmakami, odwiedzali, spotykali i gadali. Dzieci spisały się super, mimo absolutnego braku przewidzianej w podręcznikach wychowania rutyny. Zdjęć niestety jest mało, bo zwykle Marysia zapominała je robić...może ktoś nam prześle więcej?

 Na dziecięcym przyjęciu z kuzynkami

 
 Michaś i Zuzia

 Tegoroczna trójka - od najmłodszego: Piotruś, Janka i Franek

 Wojtuś i Michaś w kuchni

 
 Janka wśród zabawek

Monday, November 21, 2011

Sonpur Mela cz. II [Indie, Bihar]


Największą atrakcją Sonepur Meli była bezwzględnie studnia śmieci, czyli rodzaj wielkiej drewnianej beczki, w której odbywają się pokazy motocyklowych i samochodowych akrobacji, przeczące ziemskiej grawitacji. Spektakl może podziwiać każdy, kto zakupi bilet (65 groszy!) i ma tyle odwagi by wspiąć się na metalowo-drewnianą konstrukcję i wytrzymać drgania w jakie wpada studnia, gdy po jej ścianach zaczynają pędzić dwu i czterokołowe maszyny. Skręcone "na wiarę" metalowe wsporniki chodzą podczas takiego przedstawienia po 10 cm w obie strony. A jak jeszcze tuż przed nosem przejedzie człowiekowi taki szalony motocyklista, albo jeszcze lepiej jak śmignie przednie koło samochodu, to na prawdę można się zacząć zastanawiać, czy nie wyjść z show przed końcem :)


Wyczyny indyjskich kaskaderów nie przeczą może prawom fizyki, ale zdrowemu rozsądkowi z pewnością. Zobaczcie sami:



Sunday, November 20, 2011

Sonpur Mela cz. I [Indie, Bihar]

Nawet wrony zawracają w Biharze. Ten zamieszkały przez ponad 100 milionów ludzi stan w północno-wschodnich Indiach jest jednym z najbiedniejszych części kraju. Kto tylko może próbuje się stad wyrwać. Najlepiej gdzieś za granicę, a jak się nie da to przynajmniej do Delhi. Nic dziwnego, że spora część taksówkarzy w stolicy to biharczycy. Są prawdziwą zmorą turystów. W ogóle nie znają topografii miasta, ale maja dużą pewność siebie (a może to pęd do pieniędzy, sam nie wiem). Biharski kierowca zawsze zna drogę. Przez pierwsze 100 metrów. Potem zacznie się pytać, co dalej...
No ale nic dziwnego, że wszyscy chcą z tego Biharu zmykać.I turyści Bihar omijają szerokim lukiem. Z turystycznego punktu widzenia Bihar jest więc w pewnym sensie zagubionym ogniwem leżącym gdzieś pomiędzy Indiami właściwymi i Bangladeszem, do którego już nie trafia w zasadzie nikt. Bo nic tu w zasadzie nie ma. Za wyjątkiem największych buddyjskich atrakcje Indii (to w Biharze znajduje się święte miasto Gaya, w którym Budda Siakjamuni osiągnął oświecenie). Miejmy nadzieje, że je będziemy jeszcze mieli okazję obejrzeć.
Bihar znany jest też z największego w calej azji targu zwierząt. I to właśnie skusiło mnie do urządzenia weekendowego wypadu do położonego 25 km od stolicy Biharu Sonepuru. Teoretycznie targ trwa całe 3 tygodnie. To jednak tylko teoria. Jak się okazało na miejscu handel zwierzętami skończył się po pierwszym tygodniu. Potem to Sonepur Mela już w zasadzie największy w Azji odpust...


Zdecydowanie najwięcej było rożnego rodzaju stoisk kulinarnych



Obozowisko


Precelek smażony w głębokim tłuszczu?





Większość koni rozeszła się już do domów, zostały tylko pojedyncze sztuki


Na szczęście na stoisko ze zwierzętami domowymi tętniło życiem.